niedziela, 13 grudnia 2009

nieustające wakacje









Koh Lipe to maleńka wysepka będąca częścią archipelagu należącego do parku narodowego Tarutaro.Leży tuż przy granicy z Malezją,po tajlandzkiej stronie.Zamieszkuje ją lud zwany morskimi cyganami. Dawniej był to istny raj na ziemi.teraz,po masowych najazdach turystów,wyspa straciła odrobinę(ale tylko odrobinę ) z dawnego uroku.na plaży,niczym grzyby po deszczu,wyrosły hotele i restauracje.wystarczy się jednak zapuścić w głąb wyspy(nie potrzebny jest dłuższy spacer,wyspa ma długość ok.2 km,szeroka jest na 300 m),by odnaleźć dawny urok życia na tym maleństwie.Nie brakuje też przecudnych ,tycich plaż,gdzie żywej duszy dookoła.Ponieważ Koh Lipe to jedna z najlepszych wysp w Tajlandii,gdzie można dać nura i popodziwiać podwodny świat cudacznych stworzeń,Andrzej robi tu kurs nurkowania PADI(open water diving),który pozwoli mu zdobyć papiery nurka i otworzy przed nim możliwość nurkowania na wodach całego świata.Nie musimy chyba pisać,jak strasznie go to cieszy,wszyscy przecież wiemy jakim jest miłośnikiem przyrody:)Ech,co tu dużo pisać,cały dzień szum fal,słoneczko oblizuje leniwie nasze spragnione promieni UV ciała,błękitna woda je potem schładza i wypłukuje piasek z gaci.Na kolacje świeżo złowiona rybka(zdarzy się nawet rekin),popijana zimnym piwkiem ,na koniec przepłukana szklaneczką whisky.Ok,a co u WAS?:P

czwartek, 10 grudnia 2009

a temu Przyjemniaczkowi śpiewamy dziś sto lat sto lat!!!
Rośnij zdrów Przyjacielu!!!

środa, 9 grudnia 2009

małpi rozum





okazuje się że małpki mają podobne słabości co Andrzej : fastfoody, nikotyna i grzebanie w śmieciach. z przykrością odkryliśmy, że miejscowi znęcali się nad jedną i dla żartu ogolili małpiszona.

Durian owoc z piekła rodem






Ruszamy do Tajlandii a my jeszcze nic nie napisaliśmy o tutejszym jedzeniu. A jest tu co zjeść.Zacznijmy od duriana. To istny potwór. Jest wielkości ludzkiej głowy i waży tyle co ona, z tą różnicą, że pokryty jest setką ostrych jak Natalkowa riposta kolców. Gdyby zamiast jabłka na Newtonowski łeb zwalił się durian, lewitowalibyśmy dziś nieświadomi siły ciążenia. Jego legendarny zapach skutkuje najpopularniejszym malezyjskim zakazem - "no durian allowed" w hotelach i środkach transportu. Pierwotnie zapach ten kojarzył nam się z pospolitą zgnilizną, po rozsmakowaniu się w nim bliżej mu do przejrzałych owoców. Za to w smaku jest niepodobny do niczego, co znało nasze podniebienia. Ma kremową fakturę, jest słodki o lekkim posmaku czosnku niedźwiedziego, po prostu cudowny. Należy dodać że miejscowi uważają go za króla owoców i jak na króla przystało posiada on moc... rozgrzewającą.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

sobota, 5 grudnia 2009

Penang











Penang to malezyjska wyspa, położona na północnym zachodzie.Była pierwszą brytyjską kolonią w tym kraju.Chodzą słuchy,że kapitan Francis Light ,by zachęcić mieszkańców kontynentalnej części do osadnictwa,strzelał z dział srebrnymi monetami w dżunglę.To, co nas tu przywiodło, to bynajmniej nie srebrniki,a wyśmienita kuchnia (o czym później), kolonialna architektura i barwni mieszkańcy. Wyspa oferuje wszystko,czego dusza zapragnie:jest i wzgórze,z którego można podziwiać panoramę największego na wyspie miasta,Georgetown,i piaszczyste plaże,rybackie wioski,dżungla,a nawet mini Chiny czy Indie.Metod na zwiedzanie tego wszystkiego jest pewnie wiele,my wybraliśmy najlepszy: skuter.Na tej małej diabelskiej maszynie czuliśmy się niczym bohaterowie easy rider-po prostu wolni:)Wiecie, wiatr we włosach, i takie tam, sentymenty. Tour de penang był niezwykle emocjonujący z racji chaotycznej natury uczestników tutejszego ruchu ulicznego. Tylko dzięki nadzwyczajnym umiejętnością Andrzeja udało nam się gładko wniknąć w krwiobieg miasta. Pędząc rozlicznymi aortami i żyłkami objechaliśmy całą wyspę, powiększają przebieg mechanicznego kuca o 112km.

środa, 2 grudnia 2009

five o`clock









Będzie krótko,bo padamy po 15 km pieszej przygodzie.Jesteśmy w górzystym regionie Cameron Highlands słynącym z plantacji herbaty,hodowli robali i truskawek.Przetestowaliśmy-herbata jest naprawdę dobra,truskawki takie sobie,a robale większe i ładniejsze od naszych.Nie będziemy się rozpisywać o pięknie tutejszych krajobrazów,niech zdjęcia mówią za nas.